Job Available speaking English in Trojmiasto region
Czytasz archiwalną wersję wątku "Job Available speaking English in Trojmiasto region" z forum pl.regionalne.trojmiasto
Sam - 1 Sie 2003, 04:14
Vitam,
Can you speak english? I'm having a small workshop in Gdansk region,
and seek an english speaking boy or girl who can assist me with my
small workshop that is located their.
Day to day general translation work is what is required.
If you have interest further then please reply to me.
Please include your landline phone number so that we can discuss
further details.
The job involves just general translation work, however, if you have
further skills this could also be useful. The work can lead to a
permanent position or just temporary work if interested.
Thankyou
Sam
rojo - 1 Sie 2003, 06:39
PLONCK
Grześ - 1 Sie 2003, 11:37
jak dla mnie - nie pisal tego napewno zaden angol, a jesli - chyba urodzony
i mieszkajacy na syberii... eot
Grześ
Kasia Lomanczyk - 1 Sie 2003, 16:24
jak dla mnie - nie pisal tego napewno zaden angol, a jesli - chyba
urodzony
i mieszkajacy na syberii... eot
To niestety pisal angol. Juz sie z nim kontaktowalam, jest swiecie
przekonany ze dostanie tutaj tlumacza i czlowieka do wszystkiego w jednym
(import, eksport, fakturowanie, ksiegowosc i nie wiadomo co jeszcze) na
pelen etat za 1500 brutto. Juz chcialam pytac, czy mowimy o ryczalcie na
samochod. ;) Byl bardzo zdziwiony, ze ja nie chce takiej pracy i ze zarabiam
lepiej, bo "przeciez w Polsce wszyscy tyle zarabiaja, a nauczyciele to juz w
ogole". ;) Pewnie myslal, ze rzucimy sie jak wyglodniale wilki na te jego
1500 i bedziemy tyrac za miseczke ryzu i pala po krzyzu i jeszcze byc
wdzieczni.
Adam - 1 Sie 2003, 16:50
To niestety pisal angol.
no to wlasnie nakarmilas potwora samooceny sporej grupy osob,
bo nawet Polak pisze lepiej po angielsku :-)
A.
Kasia Lomanczyk - 1 Sie 2003, 16:51
Zapomnialam dodac, ze byki sadzi jak jasny gwint. ;) No, ale ja sie juz
przyzwyczailam, ze czesto rodowici Anglicy robia wieksze bledy niz ja,
non-native speaker.
Kasia Lomanczyk - 1 Sie 2003, 16:53
| To niestety pisal angol.
no to wlasnie nakarmilas potwora samooceny sporej grupy osob,
bo nawet Polak pisze lepiej po angielsku :-)
Osobiscie uwazam, ze pisze znacznie lepiej od wielu Anglikow. Tak samo, jak
niekiedy obcokrajowiec-polonista lepiej zna polska ortografie niz niejeden
rodowity Polak.
Adam - 1 Sie 2003, 17:04
Osobiscie uwazam, ze pisze znacznie lepiej od wielu Anglikow. Tak samo,
jak
niekiedy obcokrajowiec-polonista lepiej zna polska ortografie niz niejeden
rodowity Polak.
zgadzam sie, ale mylenie "there" z "their" to juz jest dramat (stylistyki
nie komentuje :))
A.
maruda - Ryszard - 1 Sie 2003, 17:06
Dnia 2003-08-01 22:51, osoba przedstawiająca się jako 'Kasia Lomanczyk'
zechciała zauważyć:
Zapomnialam dodac, ze byki sadzi jak jasny gwint. ;) No, ale ja sie juz
przyzwyczailam, ze czesto rodowici Anglicy robia wieksze bledy niz ja,
non-native speaker.
Czyli jest to pacjent, który u siebie pracy znaleźć nie może. Pojechał
więc do dalekiego kraju, by za paczkę tytoniu i sznur koralików wynająć
przewodnika i tragarzy.
I chyba kogoś znajdzie.
Ciekaw jestem jego miny, gdy ktoś mu zacznie tłumaczyć nasz system
podatkowy... :)))
R.
Kasia Lomanczyk - 1 Sie 2003, 17:16
zgadzam sie, ale mylenie "there" z "their" to juz jest dramat (stylistyki
nie komentuje :))
To jest dramat, ale wbrew pozorom Anglicy maja tez problemy z gramatyka, tak
samo jak Polacy. Ogolnie rzecz biorac, poziom gramatyki, ortografii i
logicznego myslenia w Internecie (i w ogole wszedzie) spada na leb, na
szyje. Za moich czasow (czyli kiedy zaczynalam korzystanie z Internetu)
waznym punktem netykiety bylo "pisz ortograficznie z szacunku dla twoich
rozmowcow". Teraz uleglo to zmianie na "nie krytykuj czyjejs ortografii, to
nieuprzejme".
Kasia Lomanczyk - 1 Sie 2003, 17:16
więc do dalekiego kraju, by za paczkę tytoniu i sznur koralików wynająć
przewodnika i tragarzy.
I chyba kogoś znajdzie.
Ciekaw jestem jego miny, gdy ktoś mu zacznie tłumaczyć nasz system
podatkowy... :)))
Owszem, znajdzie. Znajdzie absolwenta Wyzszej Szkoly Srania w Banie przez
Internet i Domofon. I dobrze - bo on chyba kogos takiego szuka. Wiadomo, ze
jakich masz pracownikow, tak Ci sie kreci interes. A szanujacy sie tlumacz
po anglistyce na uniwerku i z doswiadczeniem nie pojdzie do takiej pracy, bo
ma lepsze propozycje.
Grześ - 1 Sie 2003, 17:21
To niestety pisal angol. Juz sie z nim kontaktowalam
ok, wierze. po prostu pracuje z angolami i ten styl jakos mi tak nie za
bardzo. ale spoko - kajam sie :)
Byl bardzo zdziwiony, ze ja nie chce takiej pracy i ze zarabiam
lepiej, bo "przeciez w Polsce wszyscy tyle zarabiaja, a nauczyciele to juz
w
ogole
..ehh... i snieg lezy przez 360 dni w roku no i kazdy ze strzelba na
dziedzwiedzie z domu wychodzi... eh - jak czasem slysze podobne sady - to
jestem jednak za naszym systemem edukacji. jednak polskie dziecko wie, ze
indianie to nie w indiach zyja, a taki czystej krwi "sir" - moglby sie
zlapac na taka zagadke.. ;)
pzdr-
Grześ
Grześ - 1 Sie 2003, 17:21
Zapomnialam dodac, ze byki sadzi jak jasny gwint.
nosz - dlatego mi nie wygladal :)
Grześ
Kuba Zienkiewicz - 1 Sie 2003, 17:25
[...]
Za moich czasow (czyli kiedy zaczynalam korzystanie z Internetu)
waznym punktem netykiety bylo "pisz ortograficznie z szacunku dla
twoich rozmowcow". Teraz uleglo to zmianie na "nie krytykuj czyjejs
ortografii, to nieuprzejme".
Wzięło się to chyba z anglojęzycznej części Usenetu, gdzie zauważalna
część piszących posługiwała się językiem angielskim jako obcym.
Jakkolwiek tam zrozumiałe, w pl.* chyba tylko jako wymówka dla osób,
którym się nie chce spellchecka użyć.
Adam - 1 Sie 2003, 17:28
To jest dramat, ale wbrew pozorom Anglicy maja tez problemy z gramatyka,
tak
samo jak Polacy. Ogolnie rzecz biorac, poziom gramatyki, ortografii i
logicznego myslenia w Internecie (i w ogole wszedzie) spada na leb, na
szyje. Za moich czasow (czyli kiedy zaczynalam korzystanie z Internetu)
waznym punktem netykiety bylo "pisz ortograficznie z szacunku dla twoich
rozmowcow". Teraz uleglo to zmianie na "nie krytykuj czyjejs ortografii,
to
nieuprzejme".
he... sam pamietam stare dobre czasy minueta, kermita, itp.
ale w sumie to tylko sie cieszyc
Ci co cos wiedza, beda wiecej znaczyc [i zarabiac :))))]
A.
maruda - Ryszard - 1 Sie 2003, 17:44
Dnia 2003-08-01 23:16, osoba przedstawiająca się jako 'Kasia Lomanczyk'
zechciała zauważyć:
| więc do dalekiego kraju, by za paczkę tytoniu i sznur koralików wynająć
| przewodnika i tragarzy.
| I chyba kogoś znajdzie.
| Ciekaw jestem jego miny, gdy ktoś mu zacznie tłumaczyć nasz system
| podatkowy... :)))
Owszem, znajdzie. Znajdzie absolwenta Wyzszej Szkoly Srania w Banie przez
Internet i Domofon. I dobrze - bo on chyba kogos takiego szuka. Wiadomo, ze
jakich masz pracownikow, tak Ci sie kreci interes. A szanujacy sie tlumacz
po anglistyce na uniwerku i z doswiadczeniem nie pojdzie do takiej pracy, bo
ma lepsze propozycje.
Mylisz się Kasiu. Choć chciałbym, że było inaczej. Miałem okazję
obserwować w ostatnim czasie kilka naborów na sekretarki ze znajomością
języków obcych. Jakich absolwentów tam nie było...
No i jemu tłumacz nie jest potrzebny. Wystarczy, że się jakoś dogadają.
Mogą oboje dukać po angielsku.
R.
MAXIMUS - 2 Sie 2003, 02:09
o czym wy pierdolicie polaczki
sam mowi i pisze po anlielsku dobrze-
Vitam,
Can you speak english? I'm having a small workshop in Gdansk region,
and seek an english speaking boy or girl who can assist me with my
small workshop that is located their.
Day to day general translation work is what is required.
If you have interest further then please reply to me.
Please include your landline phone number so that we can discuss
further details.
The job involves just general translation work, however, if you have
further skills this could also be useful. The work can lead to a
permanent position or just temporary work if interested.
Thankyou
Sam
Kasia Lomanczyk - 2 Sie 2003, 04:04
o czym wy pierdolicie polaczki
sam mowi i pisze po anlielsku dobrze-
Jassssssne. Jak na kanadyjskie standardy.
Gosciu posluguje sie, powiedzialabym, srednio wyszukanym angielskim, a do
tego robi byki ortograficzne - np. their zamiast there, freind zamiast
friend (i nie byla to literowka, bo powtorzyl to pare razy.
Jak Cie widza, tak Cie pisza, rybko z jeziora Ontario. Oceniamy ludzi na
podstawie tego, co widzimy. W internecie widac tylko slowa, a jak koles
pisze niepoprawnie i kolokwialnie, to wychodzi na niedouczka.
Wladyslaw Rodziewicz - 2 Sie 2003, 04:39
| o czym wy pierdolicie polaczki
| sam mowi i pisze po anlielsku dobrze-
Jassssssne. Jak na kanadyjskie standardy.
Gosciu posluguje sie, powiedzialabym, srednio wyszukanym angielskim, a do
tego robi byki ortograficzne - np. their zamiast there, freind zamiast
friend (i nie byla to literowka, bo powtorzyl to pare razy.
Jak Cie widza, tak Cie pisza, rybko z jeziora Ontario. Oceniamy ludzi na
podstawie tego, co widzimy. W internecie widac tylko slowa, a jak koles
pisze niepoprawnie i kolokwialnie, to wychodzi na niedouczka.
A jaki to ma związek z p.r.t? Jak gość szuka kogoś do pomocy to ma
do tego prawo, nie musi znać angielskiego perfekcyjnie, wystarczy, że się
potrafi w tym języku dogadać. Oferuje taką zapłatę, jaką uważa za
stosowną, i możesz to przyjąć lub nie. Ryczałt na samochód przysługuje za
wykorzystanie samochodu do celów służbowych, i nie wiem czemu u nas
każdy, kto dojeżdża do pracy własnym autkiem stara się o ryczałt.(No dobra
wiem, skubiemy US:-) ) Zaś aluzje pojawiające się w tym wątku dotyczące
tego pracodawcy są wręcz żenujące, co on wam takiego zrobił, że tak na
niego napadacie? (Spam z ofertami pracy pojawia się tu regularnie, i jak
jest po polsku(a czasem po polskiemu) to jakoś nie wzbudza takich
dyskusji.
pozdrawiam
Rew
SJ - 2 Sie 2003, 15:33
Witam w polskim piekielku,
.. a teraz bez ironii.
Czy facet szuka kogos do pracy na warunkach, ktorych sie
dowiedzial z wlasnych zrodel i sa dla nas z kosmosu (dla mnie tez) to jego i
tego kto sie zglosi sprawa.
Jak niektorzy z was maja z tym problem, to zamiast glupich komentarzy moga
to wyjasnic autorowi maila i po sprawie - pracy nie musza brac.
Druga sprawa, meczace sa te wasze utyskiwania na 'styl i poprawnosc'
angielszczyzny
autora. Pisac moze jak mu sie zywnie podoba.
Ja z racji mojej pracy mam codzienny kontakt z ludzmi z USA, ktorzy bez
watpienia (wiem to) sa urodzonymi tam 'native-speakerami'.
Niektorzy z nich maja tytuly MS i MBA (nawet kilka MSow) i moge zareczyc
wszystkich obecnych tu purystow jezyka angielskiego, ze ich maile sa jeszcze
Zeby uciac potencjalne uwagi, nie sa to maile z USA kierowane tylko do
Polakow i dlatego oni sie nie staraja. To sa najczesciej ludzie z innych
firm, adresatami sa osoby zarowno u nich (czesto na wyzszych stanowiskach)
jak i Amerykanie z naszej firmy. Czesto nie znamy sie osobiscie i nie mamy
kontaktow tel, czyli odpada potencjalny element 'znajomosci'.
I nikt z tego powodu nie robi rabanu, bo to nie jest zaden problem dla obu
stron. Co najwyzej jest to zrodlo zartow. I jakos to sie kreci a co
najwazniejsze robione sa interesy i ja (m.in.) mam prace.
Wiec dajcie troche sobie na luz. Jakos akurat w tym watku sa ludzie, ktorzy
IMO wyrozniaja sie 'normalnym' poziomem wypowiedzi na tej liscie, wiec
licze na troche wyrozumialosci z waszej strony. Nie uzywajcie 'stylu'
trolli z tej listy.
A najwazniejsze (i odnosi sie tez do mnie), moze nie robcie sobie z magla w
tym watku. W koncu facet tu pyta po angielsku o cos, wiec albo zrobcie inny
watek do tych zali albo piszcie tu po angielsku. Jak juz byc purysta - to do
konca - moze byc tez odpowiednio grzecznym (po angielsku).
Od grzecznosci chyba ten watek nie zwalnia?
I w zwiazku z powyzszym koncze ten przydlugi komentarz.
pozdrawiam
Slawek
Grześ - 2 Sie 2003, 16:19
o czym wy pierdolicie polaczki
ty oczywiscie - jestes rodowitym kanadyjczykiem. no, tak od co najmniej 5
pokolen wstecz, prawda?
sam mowi i pisze po anlielsku dobrze-
tzn. tak jak ty po polsku/polskiemu? "pierdolicie" - tego ucza w kanadzie za
jakie slowo??
jesli tam mieszkasz, a przynajmniej masz wiecej niz 12 lat i skonczona jakas
szkole podstawowa - to wiesz, ze istnieje cos takiego jak jezyk literacki,
ktory nie tyle sluzy do pisania ksiazek, co jest urzedowym jezykiem. koles
moze pisac po irlandzku, slangiem z bronxu, czy "w texanskim" - jego sprawa,
ale jak chce, by go ktos zrozumial - powinien nie oczekiwac od Polaka, ze go
wtedy zrozumie. no, chyba, ze szuka wlasnie pracownika, ktory zna ten
'dialekt'. a co do wizerunku - to jest jakims tam pracodawca - lepszym,
gorszym - nie wiem, ale znam angielski jak znam i juz po przeczytaniu
zakwestionowalem, ze to pisal angol. moze dlatego, ze pracuje z kilkoma
angolami i slysze jakiego jezyka uzywaja, a sam na tyle go znam, by wylapac
(kilkukrotne) literowki. jak dla mnie - eot. bo anglista nie jestem, ale
wqrzyla mnie twoja wypowiedz, a dokladniej jej pierwsze zdanie -
kanadyjczyczku...
pzdr-
Grześ
Pytanie - 2 Sie 2003, 16:19
Witam w polskim piekielku,
.. a teraz bez ironii.
Czy facet szuka kogos do pracy na warunkach, ktorych sie
dowiedzial z wlasnych zrodel i sa dla nas z kosmosu (dla mnie tez) to
jego i
tego kto sie zglosi sprawa.
Jak niektorzy z was maja z tym problem, to zamiast glupich komentarzy
moga
to wyjasnic autorowi maila i po sprawie - pracy nie musza brac.
Druga sprawa, meczace sa te wasze utyskiwania na 'styl i poprawnosc'
angielszczyzny
autora. Pisac moze jak mu sie zywnie podoba.
Ja z racji mojej pracy mam codzienny kontakt z ludzmi z USA, ktorzy
bez
watpienia (wiem to) sa urodzonymi tam 'native-speakerami'.
Niektorzy z nich maja tytuly MS i MBA (nawet kilka MSow) i moge
zareczyc
wszystkich obecnych tu purystow jezyka angielskiego, ze ich maile sa
jeszcze
Zeby uciac potencjalne uwagi, nie sa to maile z USA kierowane tylko do
Polakow i dlatego oni sie nie staraja. To sa najczesciej ludzie z
innych
firm, adresatami sa osoby zarowno u nich (czesto na wyzszych
stanowiskach)
jak i Amerykanie z naszej firmy. Czesto nie znamy sie osobiscie i nie
mamy
kontaktow tel, czyli odpada potencjalny element 'znajomosci'.
I nikt z tego powodu nie robi rabanu, bo to nie jest zaden problem dla
obu
stron. Co najwyzej jest to zrodlo zartow. I jakos to sie kreci a co
najwazniejsze robione sa interesy i ja (m.in.) mam prace.
Trzecia czesc o wyzszosci polskiego wyksztalcenia (czy to znajomosci
jezyka ang., czy ogolnej wiedzy o swiecie). Fakt, niektorzy z nas sa
lepsi od anglikow (ja nie, przyznaje sie do tej ulomnosci). Fakt, ze
krzyzowki i testy z geografii lepiej rozwiazujemy od nich.
Rzeczywiscie jest sie czym chwalic (bez ironii).
Ale warto tez czasami zejsc na ziemie i spojrzec na mape swiata i
rynku pracy z pozycji 'pepka' na pozycje 'ciut z tylu'. Krzyzowki
rozwiazywac i Shakespeare'a mozna czytac w zaciszu domowym, ale pracy
to jakos nie daje. Jak na razie to jest tak, ze prace 'tam' maja i
czasami chca nam dac.
Proponuje mniej zadecia i samochwalstwa. Jak sie sytuacja odwroci to
bedzie powod do dumy, ze 'niesiemy kaganek oswiaty i prace'.
A najwazniejsze (i odnosi sie tez do mnie), moze nie robcie sobie
magla w
tym watku. W koncu facet tu pyta po angielsku o cos, wiec albo zrobcie
inny
watek do tych zali albo piszcie tu po angielsku. Jak juz byc purysta -
to do
konca - mozna byc tez odpowiednio grzecznym (po angielsku).
Od grzecznosci chyba ten watek nie zwalnia?
Podsumowujac, dajcie troche sobie na luz. Nie uzywajcie 'polskiego
stylu' trolli z tej listy.
pozdrawiam
Slawek
P.S. Wyslalem te moje wynurzenia z innego serwera, ale nie widac. Z
gory przepraszam 'purystow newsow' jesli beda 2 posty.
maruda - Ryszard - 2 Sie 2003, 17:37
Dnia 2003-08-02 22:19, osoba przedstawiająca się jako 'Grześ' zechciała
zauważyć:
| o czym wy pierdolicie polaczki
ty oczywiscie - jestes rodowitym kanadyjczykiem. no, tak od co najmniej 5
pokolen wstecz, prawda?
| sam mowi i pisze po anlielsku dobrze-
tzn. tak jak ty po polsku/polskiemu? "pierdolicie" - tego ucza w kanadzie za
jakie slowo??
Szkoda Twojej polemiki - nie zrozumie. Wszak sam nick krzyczy: MAXIMUS
IDIOTUS.
R.
Sam - 3 Sie 2003, 11:41
| jak dla mnie - nie pisal tego napewno zaden angol, a jesli - chyba
urodzony
| i mieszkajacy na syberii... eot
To niestety pisal angol. Juz sie z nim kontaktowalam, jest swiecie
przekonany ze dostanie tutaj tlumacza i czlowieka do wszystkiego w jednym
(import, eksport, fakturowanie, ksiegowosc i nie wiadomo co jeszcze) na
pelen etat za 1500 brutto. Juz chcialam pytac, czy mowimy o ryczalcie na
samochod. ;) Byl bardzo zdziwiony, ze ja nie chce takiej pracy i ze
zarabiam
lepiej, bo "przeciez w Polsce wszyscy tyle zarabiaja, a nauczyciele to juz
w
ogole". ;) Pewnie myslal, ze rzucimy sie jak wyglodniale wilki na te jego
1500 i bedziemy tyrac za miseczke ryzu i pala po krzyzu i jeszcze byc
wdzieczni.
I'm offering in the region of 1500 for someone who is able to act as a basic
assistant, working knowledge of english is all that is needed.
1500 netto per month!
Grześ - 3 Sie 2003, 18:28
[cut]
ok, ok... we've heard that...
Greg
Ewa R - 4 Sie 2003, 09:08
| Byl bardzo zdziwiony, ze ja nie chce takiej pracy i ze zarabiam
| lepiej, bo "przeciez w Polsce wszyscy tyle zarabiaja, a nauczyciele to
juz
w
| ogole
Chciałam dodać , ze z wynagrodzeniem , to różnie bywa. Moja kolezanka po
germanistyce i jakiś dodatkowych kursach w "renomowanej " niemieckiej firmie
wyciągała na rękę 1300 - za prace asystenta i fuuuure tłumaczenia
specjalistycznego. Jak urodziła dziecko to wylali. Nowego jobu , nawet za
1300 nie znalazła.
Ewa
Władysław Rodziewicz - 4 Sie 2003, 10:30
| ogole
| Chciałam dodać , ze z wynagrodzeniem , to różnie bywa. Moja kolezanka po
germanistyce i jakiś dodatkowych kursach w "renomowanej " niemieckiej firmie
wyciągała na rękę 1300 - za prace asystenta i fuuuure tłumaczenia
specjalistycznego. Jak urodziła dziecko to wylali. Nowego jobu , nawet za
1300 nie znalazła.
Ewa
Każdy przypadek ma swoją historie. Raz wina jest po stronie
pracodawcy, innym razem po stronie pracownika. Zaś "renomowana" nie znaczy
dobra, kwestia polityki danej firmy.
pozdrawiam
Rew
tigrris - 4 Sie 2003, 10:38
jednak polskie
dziecko wie, ze indianie to nie w indiach zyja, a taki czystej krwi
"sir" - moglby sie zlapac na taka zagadke.. ;)
oj niekoniecznie... slyszalem o przypadku gdanskiej maturzystki, ktora
nie potrafila odpowiedziec na pytanie dokad plynal Kolumb (chodzilo o
wprawe do Indii podczas ktorej "odkryl" Ameryke) - nauczyciele
podpowiedzieli wiec jej "no, Zosiu - jak sie nazywaja rdzenni
mieszkancy Ameryki?". Zosia na to - "tubylcy"...
A bywaja i takie elementy, ktore po 8 latach w szkole nie potrafia
czytac...
PS. imie bohaterki zostalo zmienione ;)
pozdr.
tigrris
Marcin Goralski - 4 Sie 2003, 10:51
o czym wy pierdolicie polaczki
sam mowi i pisze po anlielsku dobrze-
pierdolimy o takich prostakach jak Ty .
PLONK baranie
marcin
Krystian Bachusz - 4 Sie 2003, 19:46
oj niekoniecznie... slyszalem o przypadku gdanskiej maturzystki, ktora
nie potrafila odpowiedziec na pytanie dokad plynal Kolumb (chodzilo o
wprawe do Indii podczas ktorej "odkryl" Ameryke) - nauczyciele
podpowiedzieli wiec jej "no, Zosiu - jak sie nazywaja rdzenni
mieszkancy Ameryki?". Zosia na to - "tubylcy"...
A bywaja i takie elementy, ktore po 8 latach w szkole nie potrafia
czytac...
Ja słyszałem o innym motywie:
- Jak się nazyw rzeka przepływająca przez Straszyn?
- Wisła
I tak odpowiedziała mieszkańnka Straszyna ;-
Kto z trojmiasta jedzie jutro do Wawy na probe bicia seksualnego rekordu ?
Gdzie w Trojmiescie kupie zasilacz DC 19V / 3.2A ?
Zalozmy grupe pl.trojmiasto.gdzie_dzisiaj_bi
gdzie w trójmieście kupię tanio szybę do Skody Fabi?
Gdzie znajde najtansza stacje paliwowa w Trojmiescie ?
czy znajdzie sie ladna panna dla przystojnego kawalera z Trojmiasta
Praca dla trójmiejskich grafików / projektantów www
buty sportowe grudziadz
definicja samotnosci
skad to av
mapa polski dlakierowcy
najtaF1sze rowery z najlepszym osprzEAtem
przywitanie sie
piesn pozegnalna mp3
instrukcja;ruchu;osobowo;materialowej
omijajcie serwis fiata ul wroclawska w
Zbieranina postów z grup dyskusyjnych ^^ Strona Główna